czwartek, 24 stycznia 2019

"Filary Świata" Anne Bishop


Tir Alainn. Kraina Czarów. Kraina po drugiej stronie. Kraina magii – a do tego dom Fae, najpotężniejszych dzieci Matki.


Tytuł: Filary Świata
Autor: Anne Bishop
Seria: Tir Alainn (tom 1)
Tłumaczenie: Marta Weronika Najman
Strony: 524
Bohaterka: Ari
Wydawnictwo: Initium

Ari, najmłodsza z wielopokoleniowego rodu czarownic, przeczuwa nadchodzące zmiany – zmiany na gorsze. Od wieków jej poprzedniczki opiekowały się Starymi Miejscami, dbając o to, by ziemie te pozostawały bezpieczne i płodne. Ale wraz z nadejściem Letniego Księżyca nastroje wśród jej sąsiadów stają się coraz bardziej napięte. Ari nie jest już bezpieczna.
Fae od dłuższego czasu ignorowali zmiany zachodzące w świecie śmiertelników, a do cienistego świata podróżowali jedynie po chwile dobrej zabawy. Tymczasem drogi powoli zaczynają znikać, skazując klany Fae na izolację i samotność. Choć światy duchowy i naturalny kiedyś pozostawały ze sobą w harmonii, dziś do uszu zarówno Fae, jak i śmiertelników, docierają akordy, które nie chcą ze sobą współbrzmieć. A kiedy przez miasto przetoczą się pomruki polowań na czarownice, niektórzy zaczną się zastanawiać, czy te dziwne znaki nie są przypadkiem różnymi nutami tej samej melodii.
Jedyna wskazówka, która ich wszystkich prowadzi, to niejasna wzmianka o Filarach Świata… (Opis wydawcy)






Pierwsza rzecz, która przyciągnęła mój wzrok, to okładka. Od razu mi się spodobała i nie było mowy, bym nie przeczytała tej książki. Jest tajemnicza i mroczna, ale jednocześnie daje nam namiastkę tego, co znajdziemy w środku.
Tak naprawdę jest to moje pierwsze spotkanie z twórczością Anne Bishop, choć już wcześniej miałam ochotę przeczytać coś z pióra autorki. Ciekawi czy książka przypadła mi do gustu? Zapraszam na moją opinię.

Początkowo nie mogłam wgryźć się w historię, ponieważ były przedstawione sceny z perspektywy kilku narratorów, ale później wszystko nabrało dla mnie sensu i kolejne strony uciekały w mgnieniu oka.

Główną bohaterką jest wiedźma Ari. Mieszka ona na ziemiach swoich przodkiń, która nosi nazwę Brightwood. Jej matka oraz babka umarły i została sama. Nie ma łatwego życia, mieszkańcy wioski nie chcą jej znać ani kupować niczego od niej. Żeby wyżyć musi uprawiać ziemię, a niekiedy plony nie dają jej wystarczająco, by mogła przeżyć zimę. Jej jedynymi przyjaciółmi są Neall oraz Ahern. Tylko oni się o nią troszczą.

Pewnego dnia dostaje podarek od Babci Gwynn, który zaważy na jej dalszych losach. Musi oddać go pierwszemu napotkanemu samcowi. Gdy przyjmie jej podarek ma prawo do niej na kilka nocy. By nie spotkać nikogo z wioski udaję się na plażę i oddaje go koniowi. Samiec to samiec. Nie wie jednak, że spotkała właśnie Lorda Fae.

Na domiar złego czarownice są zabijane a ścieżki wiodące do Tir Alainn znikają. Tylko co to ma wspólnego z Ari?

Życie w Tir Alainn jest jak dryfowanie po ogrzewanej promieniami słońca tafli stawu. Kontakty z ludźmi i  ich światem to raczej utrzymywanie się na falach wartkiej rzeki. Pierwsze sprowadza spokój, drugie burzy krew.

Mamy tutaj mnogość bohaterów i każdy z nich wprowadza coś do historii. Najbardziej z nich polubiłam Nealla, Aherna i Morag. Od początku chcieli oni chronić Ari, a nie wykorzystać ją do swoich celów.

Fae zapomnieli jak to jest żyć w zwykłym świecie, schodzą tam tylko by zaznać rozrywki. W Tir Alainnie mają wszystko i o nic nie muszą się martwić. Jednak coś zagraża ich magicznemu miejscu, a odpowiedź znajdą tylko w ludzkim świecie. Dianna i Lucien zbliżają się do Ari, by rozwiązać swój problem za wszelką cenę. Na domiar złego do wioski zbliża się Młot na czarownice. Adolfo ma w sobie krew Fae, a czarownic nienawidzi od dziecka. Nie spocznie do czasu aż nie zabije ich wszystkich. Jest okrutny i zabija niewinne wiedźmy, które umierają w mękach. Czy Ari ucieknie przed Młotem Czarownic?

Podsumowując w tej książce jest wszystko, co może oczarować czytelnika. Mamy dobrze wykreowanych bohaterów, ciekawą tajemnicę, walkę o przetrwanie oraz magię. Jest to nie lada gratka dla fanów fantastyki. Jednak nie wszystko skupia się na elementach fantastyki. Jest tu również wątek miłosny, ale nie wysuwa się on na pierwszy plan. Przyjaźń i wsparcie najbliższych to coś, co jest ważne,  a o czym często się zapomina, myśląc, że świecidełka zastąpią ludzkie uczucia. Polecam Wam ją z całego serca.


Lucian jest jak potężna burza, intensywna i przytłaczająca, imponująca w chwili, gdy trwa. A Neall jest jak miękki deszcz, ten cichy deszcz, który wsiąka głęboko w ziemię.

7 komentarzy:

  1. Moją uwagę też skupiła by najpierw okładka, bo tak to już u mnie jest. Chętnie po nią sięgnę przy najbliższej okazji

    OdpowiedzUsuń
  2. Nadal mam w planach ją kupić, jednak cały czas coś mnie od niej odpycha ;(

    OdpowiedzUsuń
  3. Wydaje się zrównoważoną klimatycznie przygodą czytelniczą. :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Zakochałam się w tej książce. Czekam na drugi tom <3

    OdpowiedzUsuń
  5. Czytając twoja recenzje wydaje się być ciekawą powieścią.

    OdpowiedzUsuń
  6. Oj zgadzam się z tobą okładka ma w sobie to coś, co przyciąga 😍 A środek wydaje się bardzo interesujący co sprawia że się na nią skuszę 🤗

    OdpowiedzUsuń
  7. Od jakiegoś czasu chce przeczytać tę książkę, mam ją już nawet na liście, ale pieniędzy nigdy nie ma 😂

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za każdy komentarz :)
Jest to dla mnie motywacja do dalszej pracy :)
Zostawiając komentarz wyrażasz zgodę na przetwarzanie Twoich danych osobowych.